Kolejny rozdział...
Zapraszam i przepraszam za opóźnienie...
*punkt widzenia Ady*
"Decyzje. Podejmujemy je z pełną świadomością ceny jaką przyjdzie za nie zapłacić. Egoizm, czy masochizm? "
Spoglądałam w swoje odbicie przed
lustrem. Mokre, umyte kosmyki włosów przyklejały mi się do czoła. Błękitne oczy wyrażały cierpienie, a z ust wychodził syk. Z płynącą
wodą mieszała się moja krew. Tak, cięłam się po raz kolejny. Zaznaczałam
brzemię mojego bólu na rękach. Coraz to nowsze rany oszpecały moje
ciało. Z każdym następnym cięciem było mi lżej i lepiej. Oto
samookaleczałam się po raz kolejny. Czy wiem, że to złe?
Wiem, ale co na
tym świecie nie jest złe?
Każda przyczyna prowadzi do skutku, w każdym
skutku jest coś ze zła. Zło jest zapisane w karty ludzkości, musi
istnieć. Znowu zerknęłam na swoje odbicie. Nie wytrzymałam, moje kolana
ugięły się i upadłam na zimne kafelki. Resztką sił doczołgałam się do
toalety i zwymiotowałam. Widok mnie sprawiał mnie o mdłości. Nie
nawidziłam siebie, nie chciałam żyć.
Życie to ból, nie ma szczęścia.
Huh, może było.
Do moich 16 urodzin, potem stało się koszmarem i takie
pozostało do dziś dnia, i takie już zostanie. Nikt nie jest w stanie
mnie z 'tego' uleczyć. Ani matka, ani siostra. Choć mam już tylko je,
odwracam się do nich plecami.
Chamskie, ale prawdziwe. Nie mam ochoty
patrzeć jak Karolina z radością przymierza wszystkie szmatki,
Widuję je tylko na śniadaniu, obiedzie i kolacji.
Zakładam wtedy ciuchy z długimi rękawami, nie chcę aby wiedziały o tym
co robę ze swoim ciałem. Po co?
One martwią się o mnie. Nie raz chciały
się dowiedzieć dlaczego taka się stałam, ja za to nigdy nic nie mówiłam.
Jestem osamotniona, ponieważ sama wybrałam tę drogę, lecz nie jestem
zapomniana. Wiem i słyszę jak Lisa moja mama, płacze i rozmawia z moją siostrą o mnie.
Wini się za to jaka jestem, ale to nie z jej winy. To
z jego winy.
Usiadłam i wytarłam twarz papierem toaletowym. Resztką sił
umyłam zęby i weszłam do mojego pokoju. Spoczęłam na parapecie.
Zmierzchało.
No tak, tu u nas o tej porze jest już
ciemno i ponuro.
Cóż za ironia, to pasuje do mnie.
Adrianna Nowicka jest
ciemna i ponura. Tak, dokładnie taka jestem, taka się stałam. Byłam
padnięta. Dziś odrobinę przesadziłam i straciłam, za swoją decyzją,
więcej krwi niż powinnam. Hah, zabawne. Czyżby moja podświadomość
pragnęła abym ze sobą skonczyła?
W sumie wszystkim wyszłoby to na dobre.
Ja miałabym spokój. Wyzwoliłambym się od bólu.
Moja matka i siostra nie
martwiłyby się z mojego powodu. Nie, to nie możliwe. Jest jedna rzecz,
której się boję. Gdyby nie to już dawno bym się zabiła, a mianowicie
boję się tego, że moje samobójstwo się nie powiedzie.
Ktoś mnie odratuje
czy coś. Boję się tego, że zapadnę w śpiączkę, będę sparaliżowana.
Wtedy nawet nie będę mogła się ciąć, mój ból nie ustanie chociaż na
chwilę. Śmieszne, prawda? Przynajmniej z mojej perspektywy.
Poczułam jak
ktoś wskakuje mi na kolana. Zerknęłam tam. Benio.
Dostałam go przed 16 urodzinami... imię wzięło się z tego, że mój najlepszy kolega w przedszkolu miał na imię Benio.
Tak szybko jak pojawiło się wesołe
wspomnienie, tak szybko znikło. Zastąpiło je wspomnienie z moich
urodzin. Nie! Nie! O tym nie chcę myśleć. Z moich oczu poleciały łzy.
Znów ten ból i strach, który nie pozwala normalnie funkcjonować,
oddychać.
Szybko skoczyłam do łóżka i weszłam pod kołdrę opatulając się
nią dookoła mojego ciała.
Benio położył się koło mnie, tak, że pysk
miał na sąsiedniej poduszce.
Wyczuł, że to ten moment.
Zakryłam twarz i
wydarłam się, zanosiłam się płaczem i skulałam w sobie.
Wiedziałam, że
mój strach jest irracjonalny.
Go nie ma, już mnie nie skrzywdzi.Niby o
tym wiem, ale..
Rozmyślając nad tym, ogłuszona moimi krzykami...usnęłam.
Wstałam i byłam cała obolała... ale nie dziwię się czemu straciłam za dużo krwi...
zeszłam na śniadanie, szepnęłam Dzień dobry i koniec moich rozmów na dziś powitał mnie zapach naleśników i czekolady.
Moje ulubione, ale nie mówię już tego Lisie, bo nie odzywam się do nikogo z wyjątkiem psa.
***
Późnym rankiem matka oznajmiła mi i siostrze:
-Dziewczynki poznałam wspaniałego faceta ... przeprowadza się do nas, odwiedzimy ich za chwilę idźcie się przygotować...
-Jasne mamuś - zawołała z entuzjazmem Karolina
Ja poszłam do pokoju ubrałam bluzę i zeszłam na dół.
Karolina i Lisa już na mnie czekały...
Wyszłyśmy i wsiadłyśmy do samochodu. Dojechaliśmy do małego domku... pewnie przeprowadzą się do nas - pomyślałam. Mama zapukała i otworzył jej pan po 40 ale widać było, że mimo zmarszczek nadal jest przystojny. Przywitali się ... raczej wymiziali i weszliśmy...
W salonie były dwie dziewczyny i chłopak, wyglądali na miłych. Zaprosili nas i zaproponowali coś do picia, z rozmowy Pana domu - Łukasza dowiedziałam się, że ma jeszcze syna tylko, że ten wyszedł.
Ja siedziałam na uboczu i słuchałam tego co inni mówią,
Byłam wdzięczna nowym, że nie przyczepili się do mnie. Widocznie matka ich ostrzegła, że jestem aspołeczna. I dobrze.
W pewnej chwili drzwi się po cichu otwarły i zauważyłam przystojnego chłopaka na moje oko to on miał 17 lat. Jego ojciec go zauważył:
-Michał ja Cię rozumiem że ty się spotykasz z tymi
swoimi dzi...-ugryzł się w język-dziewczynami ale zawsze dzwoniłeś że
nie wracasz na noc, przypominam Ci że masz dopiero 17 lat!
-Spoko luzik tatko ale te dziewczyny nie są dziwkami tylko mają lekkie obyczaje...-odpowiedział mu.
Zastanowiłam się czemu Pan Łukasz przerwał i odpowiedź sama naszła mnie...
-Tak jak ty? - szepnęłam. Wszyscy na mnie spojrzeli zdumieni a ja patrzyłam tylko na Michała i wiedziałam, że już zdążył mnie ocenić, i dobrze przynajmniej mnie zostawi w spokoju!
Zmieszał się. Widziałam to.
-No idź do pokoju, za tydzień się przeprowadzamy- Powiedział Pan domu.
Poszedł. A inni wrócili do rozmów.
Po powrocie pobiegłam na górę... do łazienki i usiadłam na zimnej posadzce i myślałam...
Co to teraz będzie??
Koniec 3 rozdziału! :*
Następny pojawi się jak wenę złapie... i przepraszam za opóźnienia :C
Wasza Klaudia

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz