Nie potrzebnie żyje..
To zdanie codziennie sobie powtarzałam.
Wszyscy mieli mnie gdzieś..wyśmiewali mnie, poniżali..gnębili..
Rodzina? Ojca nie znałam a matka dużo pracowała i często sprowadzała swoich facetów do domu.
Lecz jedyną moją ostoją były książki..Czytając je uciekałam od świata rzeczywistego.
Tym razem uciekałam przez miasto...Chcieli mnie zapewne okraść.
Nagle pojawiłam się przed księgarnią którą pierwszy raz na oczy widziałam .
Była dziwna ,ale nie miałam wyjścia schowałam się w niej a jak tylko przekroczyłam próg drzwi usłyszałam szept.
-Witaj czego potrzebujesz młoda damo?
-Dzień dobry ehm..ehm..ja chciałabym jakąś ciekawą książkę przygodową.
-Lubisz przygody? Na pewno coś odpowiedniego się tu znajdzie.
Wskazał mi miejsce spoczynku a sam zniknął za regałami .
Rozejrzałam się w około było pełno starych książek.
Gdy chciałam wziąć jedną , mężczyzna na czarno ubrany chwycił moją dłoń tym samym mnie po wstrzymując.
-Ta historia będzie odpowiednia dbaj o nią.
-Dobrze..(w myślach "to było dziwne..") ile się należy?
-Nic-uśmiechnął się dodając- to prezent.
Odprowadził mnie w kierunku wyjścia i pożegnał.
Gdy wróciłam do domu zastałam mamę z kolejnym facetem. Kiedy tylko mnie zobaczyli przerwali.
Mama udała się do kuchni a ja zostałam z nim..sama.
Nagle on dotknął mojego uda, jego ręka kierowała się wyżej. Ja spanikowana wstałam i uderzyłam go w twarz.
Pobiegłam a on ruszył za mną ..Zamknęłam się na strychu.Tak bardzo się bałam .
W takich trudnych sytuacjach zaczynam czytać książki.
tak było i tym razem ale to co się po tym wydarzyło kompletnie zbiło mnie z tropu.
Gdy otworzyłam oczy byłam w lesie.
Spanikowałam ..nie wiedząc co robić zaczęłam po nim spacerować .
Gdy się odwróciłam strzała przeleciała tuż przed moją twarzą.
Kilku mężczyzn mnie zaatakowało.
Pomyślałam w tedy , że już po mnie gdy nagle jakiś chłopak z mieczem wyskoczył przed mnie i odparł ich atak .
Walczył z nimi dzielnie i ich pokonał prawie wszystkich oprócz jednego..
W tedy stała się kolejna dziwna rzecz.Uniosłam się w powietrze.
Jakaś moc otoczyła moje ciało.Poczułam , że z moich pleców coś wyrasta to były skrzydła jak u ptaka..nie bardziej anioła.
Szybko chwyciłam czarnowłosego chłopaka i przeleciałam z nim nad lasem gdy nagle poczułam przeszywający ból w moim lewym skrzydle to była strzała.
Spadliśmy na ziemię.Gdy się ocknęłam byłam w lochach.Wtedy wyszedł czarno włosy chłopak .
-Haha..naiwna z Ciebie dziewucha! to była podpucha chcieliśmy Cię złapać jesteś sporo warta ..
Nie raczej twoje skrzydła nie widziano ich od tysięcy lat.
-Wypuść mnie..
-No chyba sobie żartujesz tyle kasy mnie nie ominie.
-Oni Cię potem zabiją żeby się nie dzielić.
-Haha..Śmieszna jesteś!-spojrzał na mnie srogim wzrokiem.-Nie dam się tak łatwo zabić-
Gdy to mówił przerwałam łańcuchy .Szybko wybiegłam na najwyższą wieże i rozprostowałam skrzydła.
Bardzo się bałam.Miałam przy sobie tylko torbę.
Co? skąd to jest? znalazłam w niej płaszcz.Schowałam się w lesie.Na mojej drodze pojawiła się staruszka.
-Hm..w końcu się pojawiłaś tak długo na ciebie czekaliśmy.
-O co pani chodzi?
-Chodź ze mną..
Chwyciła mnie delikatnie za dłoń..była taka ciepła..
Przeszliśmy przez las. Zatrzymałyśmy się przed wodospadem.
-A teraz przejdź pod nim i jak pojawi się ściana dotknij jej prawą ręką i powiedz "Zejdź mi z drogi twoja pani powróciła"
-Dobrze.
Zrobiłam tak jak kobieta powiedziała.To było zaskakujące otworzyło się przejście..
Kobieta uśmiechnęła się i powiedziała mi.
-Po drugiej stronie jest wioska która należy do Ciebie.Aby schować skrzydła po prostu pomyśl zdanie "Me skrzydła schowajcie się przed złem"
-A jak je potem wysunąć?
-Wystarczy ,że powiesz , że ich potrzebujesz.
-Dziękuję bardzo.
-No ruszaj już bo zaraz się ściemni.
-Pani nie idzie?
-Nie..tutaj moja droga się już kończy.
Staruszka zniknęła w ciemnościach lasu.Nie wiedziałam gdzie pójść.
Więc postanowiłam, że wejdę do baru.Było tam bardzo tłoczno i radośnie .
Gdy otworzyłam drzwi wszyscy dziwnie na mnie spojrzeli.
Nagle kelnerka zagadała.
-Jak się tu dostałaś? jesteś tutaj nowa?
-Tak..Starsza kobieta z lasu pokazała mi drogę..
-Co..to nie możliwe jesteś..!Ludzie Królowa powróciła!
Wszyscy spojrzeli w moim kierunku.Parę osób kwestionowało to w tedy ja pokazałam swoje skrzydła.
-To na prawdę ona!-Krzyczał tłum.
Wypytywali mnie o wszystko.Byłam bardzo zmęczona..zasnęłam przy barze.
Rano obudził mnie śpiew ptaków. Leżałam w dużym ,wygodnym ,ciepłym łóżku.
Ktoś z mroku powiedział:
-Witaj panienko dawno Cię tu nie było.Chodź pokażę Ci wszystko co i jak.
-Dobrze.
Szybko się ubrałam w ubranie jakie służba tego domu mi przygotowała i wybrałam się za kamerdynerem.
Pokazał mi wszystko co i jak..Heh..to wydawało się trudne..Ale dam sobie radę odbuduję świetność tego państwa.
Pierwsze gdzie się udałam to było wojsko .Jako, że byłam w więziona w innej wiosce mogliśmy stoczyć z nią wojnę.
Na czele wojsk stał blond włosy jak i również niebieskooki oficer.
-Witaj Królowo! co Cię tu sprowadza?
-Chciałam sprawdzić jakie jest nasze wojsko i mam do was prośbę.
-A więc słuchamy naszej przewodniczki.
-Czy moglibyście mnie nauczyć walczyć?
-Po co to Królowej?
-Aby bronić swój naród.
-Dobra odpowiedź , zrobimy co możemy.
-Dziękuję bardzo!
Oboje się uśmiechnęli.
-To od jutra zaczynamy! Przygotuj się wasza wysokość.
-Dobrze.
Tą noc spędziłam nad planowaniem najazdu na ród Roturia, który chciał nas zniszczyć.
Jak również najlepszy kowal z mojego państwa wykuł dla mnie miecz.
O 5:00 rano byłam już na zbiórce z oficerami blond włosy miał na imię Edward a niebieskooki Armin.
Uczyli mnie jak robić uniki i trzymać miecz .Mój trening trwał około dwóch miesięcy.
Ciężko było ale w końcu pokonałam jednego i drugiego.Tym razem biegałam w lesie na mojej drodze stanął tamten chłopak.
-Witaj pani jeszcze się nie przedstawiłem jestem Leonardo .
-Czego ode mnie chcesz?
-To niegrzecznie się nie przedstawić.
-Ja jestem Alicja..a teraz powiedz czego chcesz zanim użyje siły!
-Hm..nie poznajesz?To ja pokazałem Ci to państwo.
-Bzdura! pokazała mi je staruszka!
W tedy on stanął za drzewem i wyszła starsza kobieta..
-Jak..?
Znowu przeszedł koło drzewa.
-Może tego nie wiesz ale jestem strażnikiem waszej wysokości.
-Jak to przecież mnie w tedy zamknąłeś w lochach.
-Wybacz musiałem, chciałem sprawdzić czy jesteś wystarczają co silna aby bronić państwa.
-Udowodnij.
Pokazał mi wytatuowaną królewską pieczęć na ręce.
-Więc to prawda..
-Tak , pokazałaś , że jesteś wstanie odrodzić je więc pozwoliłem Ci przejść tak naprawdę to zaklęcie nie było kluczowe.
Tylko twoja siła woli.A teraz chodź zaraz jest spotkanie rady musisz na nim być.
Chwycił mnie za dłoń ..heh to w tedy czułam ciepło jego dłoni..
Zebranie dotyczyło rolnictwa. Rada chciała podnieść podatki lecz ja się im sprzeciwiłam.Leonardo poparł moją decyzję.
-Królowo , ale z bankrutujemy jak nie podniesiemy podatków!
-Jak podniesiemy podatki to ludzie zaczną głodować i umierać.Tego chcecie?!
-Nie , wasza wysokość.
-Mam plan , nie obawiajcie się.
-Jaki?
-Pokonamy ród Roturia i będziemy cesarstwem!
-To szaleństwo wasza wysokość!
-Mamy silne wojska i w dodatku liczne więc o co chodzi?
-Ale oni nas pokonają jak 123 lata temu!
-Nie pokonają , zostawmy stare dzieje w tyle uczynię nasze państwo najlepszym.
W końcu mi ulegli. Zaplanowaliśmy atak, który miał odbyć się za trzy dni.
Armin i Edward szykowali wojsko. Ja stanęłam na czele, nie obawiałam się bo wiedziałam, że zwyciężymy..I tak nie mam nic do stracenia , tu przynajmniej wiem co to życie i nie chcę umrzeć.Tu jest mój świat o jakim zawsze marzyłam nie dam się tak łatwo pokonać.Razem z Leo (bo tak go nazywałam) wyruszyliśmy na zwiady .Ich forteca nie była specjalnie chroniona , łatwo było tam wtargnąć.Chociaż cała się trzęsłam , jeśli przegramy wielu ludzi zginie...
-Nie bój się..-Powiedział mocno mnie przytulając.-Będzie dobrze wygramy , wasza wysokość.
-Dziękuję..-Lekko zawstydzona wypowiedziałam to słowo.
On patrzył na mnie zdziwiony po czym na jego twarzy pojawił się ciepły uśmiech i lekki rumieniec.
Jest taki miły..heh..moje serce jest zawsze przy nim zakłopotane..ale wiem, że on nie odwzajemnia tego uczucia w końcu jest moim opiekunem..pracuje dla mnie.
Dzień 1.
Rozbiliśmy nasze obozowisko niedaleko rzeki tak aby byliśmy nie zauważeni.
Za dwa dni miała rozegrać się decydująca walka. Czułam się spokojna bo wiedziałam, że on przy mnie jest a nasze wojsko jest silne.
Dzień 2.
Zbliżaliśmy się coraz bliżej wioski wroga.Żołnierze byli w pełnej gotowości.Byłam pod ekscytowana, atmosfera była żądna krwi.Cholera! Wrogie wojska. Musieliśmy zaatakować wcześniej niż zaplanowaliśmy . Pokonaliśmy wartowników więc udaliśmy się do głównej wieży gdzie był król.
To nie był człowiek..! to jakiś demon ...?! gdy już chciał ugodzić mnie ostrzem swoją piersią zasłonił mnie Leonardo! Ja szybko go chwyciłam i odciągnęłam na bok powiedział coś co mnie wzruszyło ..
-Kocham Cię..
po czym stracił przytomność .Armin się nim zajął a ja z gniewem i nienawiścią zaatakowałam jego napastnika.Odcięłam mu głowę ze wściekłości w tedy Armin zawołał , że z Leo źle.
Zaczęłam nad nim gorąco płakać a moje łzy spadały na jego policzek .
W tedy wiązki promieni uniosły go w górę .Wyleczyła go..moja miłość go niego ..
-Alicjo..czemu płaczesz?
-To przez Ciebie głupku!
-Hehe..przepraszam, ale moje ciało samo się poruszyło ponieważ..Alicjo kocham Cię..
-Ja Ciebie też..
Był zdziwiony i...pocałował mnie!
Potem ogłosili moje królestwo Cesarstwem a mnie samą cesarzową. Moim cesarzem został Leo.
I tak skończyła się historia dziewczyny która w życiu nie miała łatwo, ale nie poddała się..
*Ciekawostka :
Ta historia została napisana na podstawie dźwięków z piosenki:)
Pozdrawiam,
Yuki.