ZAWIESZAM OPOWIADANIE!
Przepraszam ale wena u mnie chyba umarła :C
Wstawię tu pół rozdziału zaległego!
Przepraszam!
Nie wiem jak Yuki ale ja musze chwile odsapnąć, może brakuje mi kogoś kto by mi pomógł dalej.
Oto macie kawałek rozdziału, na pewno go skończe tylko nie wiem kiedy :C
Kawałek Rozdziału 6 - Miłość pokona wszystko
*punkt widzenia Michała*
Rozmawiam z nią, pierwszy raz słyszę jej głos, pełen bólu i przerażenia. Mam wrażenie, że ktoś jej coś zrobił, coś strasznego. Bo z tego co słyszałem o niej od jej matki i siostry to była inna, wesoła ale od roku coś się zmieniło, Lisa opowiadała, że z nią nie ma kontaktu, niby nas słyszy ale milczy.
Czuję jak się do mnie ufnie przytula, obejmuje ją, jest taka krucha... Żal ściska mi serce myśląc o tym, że taka istotka może sama siebie okaleczać.Nie pozwolę jej więcej tego robić..
Będę ją chronił! Będę wolczyć o jej serce! Zaraz, jakie serce? ... Ja czegoś takiego nie posiadam.
Ale czy to nie dziwne, że gdy ją widzę czuję ciepło w okolicach serca? Ciekawi mnie czy ona też coś do mnie czuje? Tfu ... ona do mnie? Hahaha jestem naiwny, ale może spróbuję, może się uda, Stop Stop, moje myśli są niebezpieczne. Muszę być obojętny., ale jak? Nie dopuścić serca do głosu.
Tsa i co mi to da? Zadam jej ból ot co! K*rwa, nie chce jej krzywdzić, nie ja.
Od tamtej nocy minęły 2 tygodnie, przychodzę do niej co noc, rozmawiamy, lub milczymy przytulając się. Nie jest to niezręczna cicha, poznajemy się w niej. Gdy słyszę jej śmiech moje serce bije szybciej, chodź nie często się śmieje są te momenty gdy jest radosna. Widzę jak rozkwita przy mnie.
niedziela, 28 czerwca 2015
wtorek, 16 czerwca 2015
Zakazana Miłość.
To długa i niekoniecznie szczęśliwa historia.
W wieku 15 lat ja i mój o dwa lata starszy brat byliśmy nierozłączni.
Wszystko robiliśmy razem..Ja kochałam go..ale nie jako siostra.
Kochałam go jak kobieta mężczyznę.
On jednak widział we mnie młodszą kochaną siostrzyczkę
.Pewnego dnia mój kolega w szkole poprosił mnie o chwilę rozmowy sam na sam.
-Wika bo ja..yyy....
-Tak?
-Czy zostaniesz moją dziewczyną?!
-Ja..przepraszam!
-A więc masz kogoś?-zapytał ze zmartwioną miną.
-Nie..ja po prostu już kogoś kocham..
-Rozumiem ..przepraszam za moją propozycje .
Oddalił się .Na przerwie spotkałam mojego brata Michała.
-Cześć Młoda dziś nie wrócimy razem do domu.
Mam zajęcia dodatkowe więc musisz wrócić sama.-Powiedział lekko głaszcząc mnie w głowę.
-Cześć , no dobrze to do zobaczenia w domu braciszku.
Byłam uparta i chciałam z nim wrócić więc na niego czekałam .
Wyszedł ze szkoły z Patrycją moją najlepszą przyjaciółką..Oni się całowali..
Nie to nie możliwe!Jak ona mogła..?Już o niczym innym nie myślałam , płacząc dobiegłam do domu.Szybko ściągnęłam buty i znalazłam się w zaciszu mojego pokoju gdzie była grobowa cisza.W mojej szufladzie znajdowała się kolekcja żyletek .
No cóż każdy lubi co innego..ja lubiłam się ranić pomagało mi to ..kochałam dreszczyk emocji gdy ostrze przecinało moją skórę..Ale dziś było inaczej, chciałam zupełnie czegoś innego.Śmierci ..wzięłam żyletkę , nalałam lodowatej wody do wanny i położyłam się w niej.
Gdy już zrobiłam zamach aby ugodzić się nią w nadgarstek usłyszałam , że ktoś wchodzi do domu.
To był mój brat od progu słyszałam jego głosy.
-Siostrzyczko jesteś w domu?Hm chyba jej nie ma..O! ale buty są to i siostra jest.
Przeszedł korytarzem obok łazienki ..Tak bardzo chciałam , żeby tego nie widział.Za słabo się zamachnęłam to było lekkie draśnięcie które uporczywie krwawiło. Nagle on zapukał do drzwi łazienki.
-Jesteś tam?
-Mhm..-Lekko burknęłam zwijając się z bólu.
-Coś się stało?
-Nie..-delikatnie płacząc odpowiedziałam.
-Czemu płaczesz?
-Nie płaczę..
-Przecież słyszę ..no więc?
-To źle słyszysz idź sobie ..
-Nie pójdę do póki nie otworzysz i mi wszystkiego nie powiesz.
-Idź sobie!-ostro się na niego wydarłam .
Słyszałam jego kroki zmierzające w stronę kuchni.
Po czym przewędrował z powrotem ku łazience .
Użył zapasowego klucza.Gdy tylko otworzył i mnie zobaczył w jego oczach pojawiły się łzy.
-Co ty do cholery robisz?!
-Daj mi spokój..
-Wytłumacz mi to!
-Nie muszę Ci się tłumaczyć ..Ha zajęcia dodatkowe ..fajne ..
-Co..
-Widziałam Cię z nią!-Zaczęłam płakać i histeryzować .
-Nie mogę już mieć dziewczyny ?!
-Czy ty nie widzisz , że Cię kocham?!
Gdy to usłyszał jego spojrzenie złagodniało..ale kontynuowaliśmy .
-Tak jak brata w końcu jesteśmy rodzeństwem..
-W moich oczach jesteś mężczyzną..
-Co?
-Kocham Cię.-uśmiechnęłam się mówiąc to.
-Ja..nie kocham twojej przyjaciółki..wiem , że jesteśmy rodzeństwem dlatego chciałem zapomnieć o tym co czuję do Ciebie ale nie potrafię..To jest zbyt silne!
W tedy mnie pocałował , owinął w ręcznik i kazał mi czekać.Po około 10 minutach przyszedł z apteczką aby opatrzyć moją ranę .Zobaczył moje blizny.
-Od kiedy ty to robisz..?
-Od około dwóch lat...
-Nie możesz więcej tego robić , nie pozwolę Ci!
-Nie chcę już tego robić..
-To dobrze..więc co zrobimy?
-Z czym?
-No..z naszym wyznaniem...Jesteśmy rodzeństwem więc nie powinniśmy..
-Ukrywajmy to przed innymi ale..jak będziemy sami to co innego.
-Poczekaj chwilę..-wyciągnął telefon z kieszeni i gdzieś zadzwonił.
Rozmawiał z Patrycją ..zerwał z nią..Od tego wieczoru ukrywaliśmy nasze uczucia , ale każdą wolną chwilę spędzaliśmy razem.Pewnego razu zostaliśmy sami w klasie , w szkole raczej już nikogo nie było , wtedy Michał mnie pocałował..ktoś zza rogu krzyknął .
-TO CHORE! RODZEŃSTWO SIĘ CAŁUJE!
Oboje się speszyliśmy i udawaliśmy , że nic nie zaszło ale ja wiem kogo to był głos, to była Patrycja od jakiegoś czasu za nami łazi.Nie bardzo się tym przejmowaliśmy , ale na następny dzień w szkole urządzono nam piekło wszędzie były rozwieszone jakieś kartki z tym , że jesteśmy razem , że to obrzydliwe i tym podobne..Moja ławka była cała porysowana a dyrektor wezwał nas na rozmowę ..Naszych rodziców również.Powiedział , że nie wie czy to prawda a jak tak to mam przestać bo plamimy honor naszej rodziny i szkoły.W domu ojciec chciał z nami poważnie porozmawiać.
-Czy to prawda co mówią w szkole?
-Tak! kochamy się czy to coś złe-Ojciec uderzył go w twarz.
-Zrozum to bachorze , że nie możecie być razem bo jesteście rodzeństwem.
Michał wziął mnie za rękę i zabrał mnie do pokoju.
-Wika..muszę Ci o czymś powiedzieć..
-O czym?
-Oni mnie adoptowali..
-Jak to ? o gdzie papiery adopcyjne ?
-W sierocińcu jest kopia..jak ją zdobędę to będziemy mogli być razem..Pojadę po nią..
-Teraz? Już się ściemnia..
-To nic ..będę za chwilę.-Pocałował mnie w czoło na pożegnanie.
Słyszałam jak na dole kłócił się z ojcem ale trzasnął drzwiami i wyszedł.
Po jakieś godzinie zaczęłam się niepokoić .Po trzech godzinach w naszym domu zjawiłam się policja..
-Przykro mi ale znaleźliśmy ciało wasze-
-Nie! to nie prawda!-Wpadłam w paniczny płacz.
-Przed tym jak zmarł kazał pani przekazać to..
-To przecież....
To były papiery adopcyjne .Kartka zaraz byłam mokra od moich łez ..
Po trzech dniach odbył się pogrzeb...
Większość następnego czasu spędzałam nad jego grobem.Tak minął rok równy od dnia kiedy zaczęliśmy ze sobą być wzięłam żyletkę , był środek nocy nikogo nie było.Nad jego grobem podcięłam sobie żyły ..Aby być z nim na zawsze.Do wszystkich którzy to czytają , nie chcieliśmy takiego zakończenia , chcieliśmy żyć, ten świat nie ma miłości, ten świat umiera, ten świat na nas nie zasłużył , dla tego musimy odejść, nasza historia już zastała opowiedziana , my odchodzimy , a wy zostajecie, zabijajcie się powoli sami o tym nie wiedząc..
Pozdrawiam,
Yuki.
W wieku 15 lat ja i mój o dwa lata starszy brat byliśmy nierozłączni.
Wszystko robiliśmy razem..Ja kochałam go..ale nie jako siostra.
Kochałam go jak kobieta mężczyznę.
On jednak widział we mnie młodszą kochaną siostrzyczkę
.Pewnego dnia mój kolega w szkole poprosił mnie o chwilę rozmowy sam na sam.
-Wika bo ja..yyy....
-Tak?
-Czy zostaniesz moją dziewczyną?!
-Ja..przepraszam!
-A więc masz kogoś?-zapytał ze zmartwioną miną.
-Nie..ja po prostu już kogoś kocham..
-Rozumiem ..przepraszam za moją propozycje .
Oddalił się .Na przerwie spotkałam mojego brata Michała.
-Cześć Młoda dziś nie wrócimy razem do domu.
Mam zajęcia dodatkowe więc musisz wrócić sama.-Powiedział lekko głaszcząc mnie w głowę.
-Cześć , no dobrze to do zobaczenia w domu braciszku.
Byłam uparta i chciałam z nim wrócić więc na niego czekałam .
Wyszedł ze szkoły z Patrycją moją najlepszą przyjaciółką..Oni się całowali..
Nie to nie możliwe!Jak ona mogła..?Już o niczym innym nie myślałam , płacząc dobiegłam do domu.Szybko ściągnęłam buty i znalazłam się w zaciszu mojego pokoju gdzie była grobowa cisza.W mojej szufladzie znajdowała się kolekcja żyletek .
No cóż każdy lubi co innego..ja lubiłam się ranić pomagało mi to ..kochałam dreszczyk emocji gdy ostrze przecinało moją skórę..Ale dziś było inaczej, chciałam zupełnie czegoś innego.Śmierci ..wzięłam żyletkę , nalałam lodowatej wody do wanny i położyłam się w niej.
Gdy już zrobiłam zamach aby ugodzić się nią w nadgarstek usłyszałam , że ktoś wchodzi do domu.
To był mój brat od progu słyszałam jego głosy.
-Siostrzyczko jesteś w domu?Hm chyba jej nie ma..O! ale buty są to i siostra jest.
Przeszedł korytarzem obok łazienki ..Tak bardzo chciałam , żeby tego nie widział.Za słabo się zamachnęłam to było lekkie draśnięcie które uporczywie krwawiło. Nagle on zapukał do drzwi łazienki.
-Jesteś tam?
-Mhm..-Lekko burknęłam zwijając się z bólu.
-Coś się stało?
-Nie..-delikatnie płacząc odpowiedziałam.
-Czemu płaczesz?
-Nie płaczę..
-Przecież słyszę ..no więc?
-To źle słyszysz idź sobie ..
-Nie pójdę do póki nie otworzysz i mi wszystkiego nie powiesz.
-Idź sobie!-ostro się na niego wydarłam .
Słyszałam jego kroki zmierzające w stronę kuchni.
Po czym przewędrował z powrotem ku łazience .
Użył zapasowego klucza.Gdy tylko otworzył i mnie zobaczył w jego oczach pojawiły się łzy.
-Co ty do cholery robisz?!
-Daj mi spokój..
-Wytłumacz mi to!
-Nie muszę Ci się tłumaczyć ..Ha zajęcia dodatkowe ..fajne ..
-Co..
-Widziałam Cię z nią!-Zaczęłam płakać i histeryzować .
-Nie mogę już mieć dziewczyny ?!
-Czy ty nie widzisz , że Cię kocham?!
Gdy to usłyszał jego spojrzenie złagodniało..ale kontynuowaliśmy .
-Tak jak brata w końcu jesteśmy rodzeństwem..
-W moich oczach jesteś mężczyzną..
-Co?
-Kocham Cię.-uśmiechnęłam się mówiąc to.
-Ja..nie kocham twojej przyjaciółki..wiem , że jesteśmy rodzeństwem dlatego chciałem zapomnieć o tym co czuję do Ciebie ale nie potrafię..To jest zbyt silne!
W tedy mnie pocałował , owinął w ręcznik i kazał mi czekać.Po około 10 minutach przyszedł z apteczką aby opatrzyć moją ranę .Zobaczył moje blizny.
-Od kiedy ty to robisz..?
-Od około dwóch lat...
-Nie możesz więcej tego robić , nie pozwolę Ci!
-Nie chcę już tego robić..
-To dobrze..więc co zrobimy?
-Z czym?
-No..z naszym wyznaniem...Jesteśmy rodzeństwem więc nie powinniśmy..
-Ukrywajmy to przed innymi ale..jak będziemy sami to co innego.
-Poczekaj chwilę..-wyciągnął telefon z kieszeni i gdzieś zadzwonił.
Rozmawiał z Patrycją ..zerwał z nią..Od tego wieczoru ukrywaliśmy nasze uczucia , ale każdą wolną chwilę spędzaliśmy razem.Pewnego razu zostaliśmy sami w klasie , w szkole raczej już nikogo nie było , wtedy Michał mnie pocałował..ktoś zza rogu krzyknął .
-TO CHORE! RODZEŃSTWO SIĘ CAŁUJE!
Oboje się speszyliśmy i udawaliśmy , że nic nie zaszło ale ja wiem kogo to był głos, to była Patrycja od jakiegoś czasu za nami łazi.Nie bardzo się tym przejmowaliśmy , ale na następny dzień w szkole urządzono nam piekło wszędzie były rozwieszone jakieś kartki z tym , że jesteśmy razem , że to obrzydliwe i tym podobne..Moja ławka była cała porysowana a dyrektor wezwał nas na rozmowę ..Naszych rodziców również.Powiedział , że nie wie czy to prawda a jak tak to mam przestać bo plamimy honor naszej rodziny i szkoły.W domu ojciec chciał z nami poważnie porozmawiać.
-Czy to prawda co mówią w szkole?
-Tak! kochamy się czy to coś złe-Ojciec uderzył go w twarz.
-Zrozum to bachorze , że nie możecie być razem bo jesteście rodzeństwem.
Michał wziął mnie za rękę i zabrał mnie do pokoju.
-Wika..muszę Ci o czymś powiedzieć..
-O czym?
-Oni mnie adoptowali..
-Jak to ? o gdzie papiery adopcyjne ?
-W sierocińcu jest kopia..jak ją zdobędę to będziemy mogli być razem..Pojadę po nią..
-Teraz? Już się ściemnia..
-To nic ..będę za chwilę.-Pocałował mnie w czoło na pożegnanie.
Słyszałam jak na dole kłócił się z ojcem ale trzasnął drzwiami i wyszedł.
Po jakieś godzinie zaczęłam się niepokoić .Po trzech godzinach w naszym domu zjawiłam się policja..
-Przykro mi ale znaleźliśmy ciało wasze-
-Nie! to nie prawda!-Wpadłam w paniczny płacz.
-Przed tym jak zmarł kazał pani przekazać to..
-To przecież....
To były papiery adopcyjne .Kartka zaraz byłam mokra od moich łez ..
Po trzech dniach odbył się pogrzeb...
Większość następnego czasu spędzałam nad jego grobem.Tak minął rok równy od dnia kiedy zaczęliśmy ze sobą być wzięłam żyletkę , był środek nocy nikogo nie było.Nad jego grobem podcięłam sobie żyły ..Aby być z nim na zawsze.Do wszystkich którzy to czytają , nie chcieliśmy takiego zakończenia , chcieliśmy żyć, ten świat nie ma miłości, ten świat umiera, ten świat na nas nie zasłużył , dla tego musimy odejść, nasza historia już zastała opowiedziana , my odchodzimy , a wy zostajecie, zabijajcie się powoli sami o tym nie wiedząc..
Pozdrawiam,
Yuki.
poniedziałek, 8 czerwca 2015
Czasami miłość jest bez sensu bo nie można mieć jej obok ale jest potrzebna
Uwaga! To nie rozdział!
- Niccole...
- Tak?
- Jesteś dla mnie wszystkim - wyszeptał Tom, patrząc na nią
z miłością.
Niccole spojrzała na niego z taką samą miłością, która
błyszczała w jego oczach.
- Tom, wiesz, że bardzo Cię kocham. Ale nie mogę zostać
tutaj, muszę ruszać, wrócić do zamku i wypełnić przysięgę,.
- Więc mnie opuścisz? - zapytał.
Znał odpowiedź zanim powiedziała cokolwiek.
- Tak, bardzo mi przykro. Nie chcę tego robić! Chciałabym
zostać z Tobą już na zawsze.
- Niccole, jesteś dla mnie całym światem. Nie mogę Cię
stracić... Myślałem o tym już od jakiegoś czasu... Czy jest taka możliwość bym
mógł udać się tam z Tobą?
- Tom... Ja... Ty... My... nie możemy tego zrobić! Wiesz, że
nie możemy!
- Wiem - przemówił z żalem w głosie.
- Kocham Cię Tomie - wyszeptała dziewczyna ze łzami w
oczach.
- Ja Ciebie też! Pamiętaj o mnie, spotkamy się jeszcze!
Takie mini za rozdział którego nie dodam w najbliższym czasie! Przepraszam!
Rozdział miał się pojawić wczoraj a, że nie mam stałego dostępu do laptopa nie mogę pisać, Przepraszam Was.
piątek, 5 czerwca 2015
Nadzieja drugiego świata.
Nie potrzebnie żyje..
To zdanie codziennie sobie powtarzałam.
Wszyscy mieli mnie gdzieś..wyśmiewali mnie, poniżali..gnębili..
Rodzina? Ojca nie znałam a matka dużo pracowała i często sprowadzała swoich facetów do domu.
Lecz jedyną moją ostoją były książki..Czytając je uciekałam od świata rzeczywistego.
Tym razem uciekałam przez miasto...Chcieli mnie zapewne okraść.
Nagle pojawiłam się przed księgarnią którą pierwszy raz na oczy widziałam .
Była dziwna ,ale nie miałam wyjścia schowałam się w niej a jak tylko przekroczyłam próg drzwi usłyszałam szept.
-Witaj czego potrzebujesz młoda damo?
-Dzień dobry ehm..ehm..ja chciałabym jakąś ciekawą książkę przygodową.
-Lubisz przygody? Na pewno coś odpowiedniego się tu znajdzie.
Wskazał mi miejsce spoczynku a sam zniknął za regałami .
Rozejrzałam się w około było pełno starych książek.
Gdy chciałam wziąć jedną , mężczyzna na czarno ubrany chwycił moją dłoń tym samym mnie po wstrzymując.
-Ta historia będzie odpowiednia dbaj o nią.
-Dobrze..(w myślach "to było dziwne..") ile się należy?
-Nic-uśmiechnął się dodając- to prezent.
Odprowadził mnie w kierunku wyjścia i pożegnał.
Gdy wróciłam do domu zastałam mamę z kolejnym facetem. Kiedy tylko mnie zobaczyli przerwali.
Mama udała się do kuchni a ja zostałam z nim..sama.
Nagle on dotknął mojego uda, jego ręka kierowała się wyżej. Ja spanikowana wstałam i uderzyłam go w twarz.
Pobiegłam a on ruszył za mną ..Zamknęłam się na strychu.Tak bardzo się bałam .
W takich trudnych sytuacjach zaczynam czytać książki.
tak było i tym razem ale to co się po tym wydarzyło kompletnie zbiło mnie z tropu.
Gdy otworzyłam oczy byłam w lesie.
Spanikowałam ..nie wiedząc co robić zaczęłam po nim spacerować .
Gdy się odwróciłam strzała przeleciała tuż przed moją twarzą.
Kilku mężczyzn mnie zaatakowało.
Pomyślałam w tedy , że już po mnie gdy nagle jakiś chłopak z mieczem wyskoczył przed mnie i odparł ich atak .
Walczył z nimi dzielnie i ich pokonał prawie wszystkich oprócz jednego..
W tedy stała się kolejna dziwna rzecz.Uniosłam się w powietrze.
Jakaś moc otoczyła moje ciało.Poczułam , że z moich pleców coś wyrasta to były skrzydła jak u ptaka..nie bardziej anioła.
Szybko chwyciłam czarnowłosego chłopaka i przeleciałam z nim nad lasem gdy nagle poczułam przeszywający ból w moim lewym skrzydle to była strzała.
Spadliśmy na ziemię.Gdy się ocknęłam byłam w lochach.Wtedy wyszedł czarno włosy chłopak .
-Haha..naiwna z Ciebie dziewucha! to była podpucha chcieliśmy Cię złapać jesteś sporo warta ..
Nie raczej twoje skrzydła nie widziano ich od tysięcy lat.
-Wypuść mnie..
-No chyba sobie żartujesz tyle kasy mnie nie ominie.
-Oni Cię potem zabiją żeby się nie dzielić.
-Haha..Śmieszna jesteś!-spojrzał na mnie srogim wzrokiem.-Nie dam się tak łatwo zabić-
Gdy to mówił przerwałam łańcuchy .Szybko wybiegłam na najwyższą wieże i rozprostowałam skrzydła.
Bardzo się bałam.Miałam przy sobie tylko torbę.
Co? skąd to jest? znalazłam w niej płaszcz.Schowałam się w lesie.Na mojej drodze pojawiła się staruszka.
-Hm..w końcu się pojawiłaś tak długo na ciebie czekaliśmy.
-O co pani chodzi?
-Chodź ze mną..
Chwyciła mnie delikatnie za dłoń..była taka ciepła..
Przeszliśmy przez las. Zatrzymałyśmy się przed wodospadem.
-A teraz przejdź pod nim i jak pojawi się ściana dotknij jej prawą ręką i powiedz "Zejdź mi z drogi twoja pani powróciła"
-Dobrze.
Zrobiłam tak jak kobieta powiedziała.To było zaskakujące otworzyło się przejście..
Kobieta uśmiechnęła się i powiedziała mi.
-Po drugiej stronie jest wioska która należy do Ciebie.Aby schować skrzydła po prostu pomyśl zdanie "Me skrzydła schowajcie się przed złem"
-A jak je potem wysunąć?
-Wystarczy ,że powiesz , że ich potrzebujesz.
-Dziękuję bardzo.
-No ruszaj już bo zaraz się ściemni.
-Pani nie idzie?
-Nie..tutaj moja droga się już kończy.
Staruszka zniknęła w ciemnościach lasu.Nie wiedziałam gdzie pójść.
Więc postanowiłam, że wejdę do baru.Było tam bardzo tłoczno i radośnie .
Gdy otworzyłam drzwi wszyscy dziwnie na mnie spojrzeli.
Nagle kelnerka zagadała.
-Jak się tu dostałaś? jesteś tutaj nowa?
-Tak..Starsza kobieta z lasu pokazała mi drogę..
-Co..to nie możliwe jesteś..!Ludzie Królowa powróciła!
Wszyscy spojrzeli w moim kierunku.Parę osób kwestionowało to w tedy ja pokazałam swoje skrzydła.
-To na prawdę ona!-Krzyczał tłum.
Wypytywali mnie o wszystko.Byłam bardzo zmęczona..zasnęłam przy barze.
Rano obudził mnie śpiew ptaków. Leżałam w dużym ,wygodnym ,ciepłym łóżku.
Ktoś z mroku powiedział:
-Witaj panienko dawno Cię tu nie było.Chodź pokażę Ci wszystko co i jak.
-Dobrze.
Szybko się ubrałam w ubranie jakie służba tego domu mi przygotowała i wybrałam się za kamerdynerem.
Pokazał mi wszystko co i jak..Heh..to wydawało się trudne..Ale dam sobie radę odbuduję świetność tego państwa.
Pierwsze gdzie się udałam to było wojsko .Jako, że byłam w więziona w innej wiosce mogliśmy stoczyć z nią wojnę.
Na czele wojsk stał blond włosy jak i również niebieskooki oficer.
-Witaj Królowo! co Cię tu sprowadza?
-Chciałam sprawdzić jakie jest nasze wojsko i mam do was prośbę.
-A więc słuchamy naszej przewodniczki.
-Czy moglibyście mnie nauczyć walczyć?
-Po co to Królowej?
-Aby bronić swój naród.
-Dobra odpowiedź , zrobimy co możemy.
-Dziękuję bardzo!
Oboje się uśmiechnęli.
-To od jutra zaczynamy! Przygotuj się wasza wysokość.
-Dobrze.
Tą noc spędziłam nad planowaniem najazdu na ród Roturia, który chciał nas zniszczyć.
Jak również najlepszy kowal z mojego państwa wykuł dla mnie miecz.
O 5:00 rano byłam już na zbiórce z oficerami blond włosy miał na imię Edward a niebieskooki Armin.
Uczyli mnie jak robić uniki i trzymać miecz .Mój trening trwał około dwóch miesięcy.
Ciężko było ale w końcu pokonałam jednego i drugiego.Tym razem biegałam w lesie na mojej drodze stanął tamten chłopak.
-Witaj pani jeszcze się nie przedstawiłem jestem Leonardo .
-Czego ode mnie chcesz?
-To niegrzecznie się nie przedstawić.
-Ja jestem Alicja..a teraz powiedz czego chcesz zanim użyje siły!
-Hm..nie poznajesz?To ja pokazałem Ci to państwo.
-Bzdura! pokazała mi je staruszka!
W tedy on stanął za drzewem i wyszła starsza kobieta..
-Jak..?
Znowu przeszedł koło drzewa.
-Może tego nie wiesz ale jestem strażnikiem waszej wysokości.
-Jak to przecież mnie w tedy zamknąłeś w lochach.
-Wybacz musiałem, chciałem sprawdzić czy jesteś wystarczają co silna aby bronić państwa.
-Udowodnij.
Pokazał mi wytatuowaną królewską pieczęć na ręce.
-Więc to prawda..
-Tak , pokazałaś , że jesteś wstanie odrodzić je więc pozwoliłem Ci przejść tak naprawdę to zaklęcie nie było kluczowe.
Tylko twoja siła woli.A teraz chodź zaraz jest spotkanie rady musisz na nim być.
Chwycił mnie za dłoń ..heh to w tedy czułam ciepło jego dłoni..
Zebranie dotyczyło rolnictwa. Rada chciała podnieść podatki lecz ja się im sprzeciwiłam.Leonardo poparł moją decyzję.
-Królowo , ale z bankrutujemy jak nie podniesiemy podatków!
-Jak podniesiemy podatki to ludzie zaczną głodować i umierać.Tego chcecie?!
-Nie , wasza wysokość.
-Mam plan , nie obawiajcie się.
-Jaki?
-Pokonamy ród Roturia i będziemy cesarstwem!
-To szaleństwo wasza wysokość!
-Mamy silne wojska i w dodatku liczne więc o co chodzi?
-Ale oni nas pokonają jak 123 lata temu!
-Nie pokonają , zostawmy stare dzieje w tyle uczynię nasze państwo najlepszym.
W końcu mi ulegli. Zaplanowaliśmy atak, który miał odbyć się za trzy dni.
Armin i Edward szykowali wojsko. Ja stanęłam na czele, nie obawiałam się bo wiedziałam, że zwyciężymy..I tak nie mam nic do stracenia , tu przynajmniej wiem co to życie i nie chcę umrzeć.Tu jest mój świat o jakim zawsze marzyłam nie dam się tak łatwo pokonać.Razem z Leo (bo tak go nazywałam) wyruszyliśmy na zwiady .Ich forteca nie była specjalnie chroniona , łatwo było tam wtargnąć.Chociaż cała się trzęsłam , jeśli przegramy wielu ludzi zginie...
-Nie bój się..-Powiedział mocno mnie przytulając.-Będzie dobrze wygramy , wasza wysokość.
-Dziękuję..-Lekko zawstydzona wypowiedziałam to słowo.
On patrzył na mnie zdziwiony po czym na jego twarzy pojawił się ciepły uśmiech i lekki rumieniec.
Jest taki miły..heh..moje serce jest zawsze przy nim zakłopotane..ale wiem, że on nie odwzajemnia tego uczucia w końcu jest moim opiekunem..pracuje dla mnie.
Dzień 1.
Rozbiliśmy nasze obozowisko niedaleko rzeki tak aby byliśmy nie zauważeni.
Za dwa dni miała rozegrać się decydująca walka. Czułam się spokojna bo wiedziałam, że on przy mnie jest a nasze wojsko jest silne.
Dzień 2.
Zbliżaliśmy się coraz bliżej wioski wroga.Żołnierze byli w pełnej gotowości.Byłam pod ekscytowana, atmosfera była żądna krwi.Cholera! Wrogie wojska. Musieliśmy zaatakować wcześniej niż zaplanowaliśmy . Pokonaliśmy wartowników więc udaliśmy się do głównej wieży gdzie był król.
To nie był człowiek..! to jakiś demon ...?! gdy już chciał ugodzić mnie ostrzem swoją piersią zasłonił mnie Leonardo! Ja szybko go chwyciłam i odciągnęłam na bok powiedział coś co mnie wzruszyło ..
-Kocham Cię..
po czym stracił przytomność .Armin się nim zajął a ja z gniewem i nienawiścią zaatakowałam jego napastnika.Odcięłam mu głowę ze wściekłości w tedy Armin zawołał , że z Leo źle.
Zaczęłam nad nim gorąco płakać a moje łzy spadały na jego policzek .
W tedy wiązki promieni uniosły go w górę .Wyleczyła go..moja miłość go niego ..
-Alicjo..czemu płaczesz?
-To przez Ciebie głupku!
-Hehe..przepraszam, ale moje ciało samo się poruszyło ponieważ..Alicjo kocham Cię..
-Ja Ciebie też..
Był zdziwiony i...pocałował mnie!
Potem ogłosili moje królestwo Cesarstwem a mnie samą cesarzową. Moim cesarzem został Leo.
I tak skończyła się historia dziewczyny która w życiu nie miała łatwo, ale nie poddała się..
*Ciekawostka :
Ta historia została napisana na podstawie dźwięków z piosenki:)
Pozdrawiam,
Yuki.
To zdanie codziennie sobie powtarzałam.
Wszyscy mieli mnie gdzieś..wyśmiewali mnie, poniżali..gnębili..
Rodzina? Ojca nie znałam a matka dużo pracowała i często sprowadzała swoich facetów do domu.
Lecz jedyną moją ostoją były książki..Czytając je uciekałam od świata rzeczywistego.
Tym razem uciekałam przez miasto...Chcieli mnie zapewne okraść.
Nagle pojawiłam się przed księgarnią którą pierwszy raz na oczy widziałam .
Była dziwna ,ale nie miałam wyjścia schowałam się w niej a jak tylko przekroczyłam próg drzwi usłyszałam szept.
-Witaj czego potrzebujesz młoda damo?
-Dzień dobry ehm..ehm..ja chciałabym jakąś ciekawą książkę przygodową.
-Lubisz przygody? Na pewno coś odpowiedniego się tu znajdzie.
Wskazał mi miejsce spoczynku a sam zniknął za regałami .
Rozejrzałam się w około było pełno starych książek.
Gdy chciałam wziąć jedną , mężczyzna na czarno ubrany chwycił moją dłoń tym samym mnie po wstrzymując.
-Ta historia będzie odpowiednia dbaj o nią.
-Dobrze..(w myślach "to było dziwne..") ile się należy?
-Nic-uśmiechnął się dodając- to prezent.
Odprowadził mnie w kierunku wyjścia i pożegnał.
Gdy wróciłam do domu zastałam mamę z kolejnym facetem. Kiedy tylko mnie zobaczyli przerwali.
Mama udała się do kuchni a ja zostałam z nim..sama.
Nagle on dotknął mojego uda, jego ręka kierowała się wyżej. Ja spanikowana wstałam i uderzyłam go w twarz.
Pobiegłam a on ruszył za mną ..Zamknęłam się na strychu.Tak bardzo się bałam .
W takich trudnych sytuacjach zaczynam czytać książki.
tak było i tym razem ale to co się po tym wydarzyło kompletnie zbiło mnie z tropu.
Gdy otworzyłam oczy byłam w lesie.
Spanikowałam ..nie wiedząc co robić zaczęłam po nim spacerować .
Gdy się odwróciłam strzała przeleciała tuż przed moją twarzą.
Kilku mężczyzn mnie zaatakowało.
Pomyślałam w tedy , że już po mnie gdy nagle jakiś chłopak z mieczem wyskoczył przed mnie i odparł ich atak .
Walczył z nimi dzielnie i ich pokonał prawie wszystkich oprócz jednego..
W tedy stała się kolejna dziwna rzecz.Uniosłam się w powietrze.
Jakaś moc otoczyła moje ciało.Poczułam , że z moich pleców coś wyrasta to były skrzydła jak u ptaka..nie bardziej anioła.
Szybko chwyciłam czarnowłosego chłopaka i przeleciałam z nim nad lasem gdy nagle poczułam przeszywający ból w moim lewym skrzydle to była strzała.
Spadliśmy na ziemię.Gdy się ocknęłam byłam w lochach.Wtedy wyszedł czarno włosy chłopak .
-Haha..naiwna z Ciebie dziewucha! to była podpucha chcieliśmy Cię złapać jesteś sporo warta ..
Nie raczej twoje skrzydła nie widziano ich od tysięcy lat.
-Wypuść mnie..
-No chyba sobie żartujesz tyle kasy mnie nie ominie.
-Oni Cię potem zabiją żeby się nie dzielić.
-Haha..Śmieszna jesteś!-spojrzał na mnie srogim wzrokiem.-Nie dam się tak łatwo zabić-
Gdy to mówił przerwałam łańcuchy .Szybko wybiegłam na najwyższą wieże i rozprostowałam skrzydła.
Bardzo się bałam.Miałam przy sobie tylko torbę.
Co? skąd to jest? znalazłam w niej płaszcz.Schowałam się w lesie.Na mojej drodze pojawiła się staruszka.
-Hm..w końcu się pojawiłaś tak długo na ciebie czekaliśmy.
-O co pani chodzi?
-Chodź ze mną..
Chwyciła mnie delikatnie za dłoń..była taka ciepła..
Przeszliśmy przez las. Zatrzymałyśmy się przed wodospadem.
-A teraz przejdź pod nim i jak pojawi się ściana dotknij jej prawą ręką i powiedz "Zejdź mi z drogi twoja pani powróciła"
-Dobrze.
Zrobiłam tak jak kobieta powiedziała.To było zaskakujące otworzyło się przejście..
Kobieta uśmiechnęła się i powiedziała mi.
-Po drugiej stronie jest wioska która należy do Ciebie.Aby schować skrzydła po prostu pomyśl zdanie "Me skrzydła schowajcie się przed złem"
-A jak je potem wysunąć?
-Wystarczy ,że powiesz , że ich potrzebujesz.
-Dziękuję bardzo.
-No ruszaj już bo zaraz się ściemni.
-Pani nie idzie?
-Nie..tutaj moja droga się już kończy.
Staruszka zniknęła w ciemnościach lasu.Nie wiedziałam gdzie pójść.
Więc postanowiłam, że wejdę do baru.Było tam bardzo tłoczno i radośnie .
Gdy otworzyłam drzwi wszyscy dziwnie na mnie spojrzeli.
Nagle kelnerka zagadała.
-Jak się tu dostałaś? jesteś tutaj nowa?
-Tak..Starsza kobieta z lasu pokazała mi drogę..
-Co..to nie możliwe jesteś..!Ludzie Królowa powróciła!
Wszyscy spojrzeli w moim kierunku.Parę osób kwestionowało to w tedy ja pokazałam swoje skrzydła.
-To na prawdę ona!-Krzyczał tłum.
Wypytywali mnie o wszystko.Byłam bardzo zmęczona..zasnęłam przy barze.
Rano obudził mnie śpiew ptaków. Leżałam w dużym ,wygodnym ,ciepłym łóżku.
Ktoś z mroku powiedział:
-Witaj panienko dawno Cię tu nie było.Chodź pokażę Ci wszystko co i jak.
-Dobrze.
Szybko się ubrałam w ubranie jakie służba tego domu mi przygotowała i wybrałam się za kamerdynerem.
Pokazał mi wszystko co i jak..Heh..to wydawało się trudne..Ale dam sobie radę odbuduję świetność tego państwa.
Pierwsze gdzie się udałam to było wojsko .Jako, że byłam w więziona w innej wiosce mogliśmy stoczyć z nią wojnę.
Na czele wojsk stał blond włosy jak i również niebieskooki oficer.
-Witaj Królowo! co Cię tu sprowadza?
-Chciałam sprawdzić jakie jest nasze wojsko i mam do was prośbę.
-A więc słuchamy naszej przewodniczki.
-Czy moglibyście mnie nauczyć walczyć?
-Po co to Królowej?
-Aby bronić swój naród.
-Dobra odpowiedź , zrobimy co możemy.
-Dziękuję bardzo!
Oboje się uśmiechnęli.
-To od jutra zaczynamy! Przygotuj się wasza wysokość.
-Dobrze.
Tą noc spędziłam nad planowaniem najazdu na ród Roturia, który chciał nas zniszczyć.
Jak również najlepszy kowal z mojego państwa wykuł dla mnie miecz.
O 5:00 rano byłam już na zbiórce z oficerami blond włosy miał na imię Edward a niebieskooki Armin.
Uczyli mnie jak robić uniki i trzymać miecz .Mój trening trwał około dwóch miesięcy.
Ciężko było ale w końcu pokonałam jednego i drugiego.Tym razem biegałam w lesie na mojej drodze stanął tamten chłopak.
-Witaj pani jeszcze się nie przedstawiłem jestem Leonardo .
-Czego ode mnie chcesz?
-To niegrzecznie się nie przedstawić.
-Ja jestem Alicja..a teraz powiedz czego chcesz zanim użyje siły!
-Hm..nie poznajesz?To ja pokazałem Ci to państwo.
-Bzdura! pokazała mi je staruszka!
W tedy on stanął za drzewem i wyszła starsza kobieta..
-Jak..?
Znowu przeszedł koło drzewa.
-Może tego nie wiesz ale jestem strażnikiem waszej wysokości.
-Jak to przecież mnie w tedy zamknąłeś w lochach.
-Wybacz musiałem, chciałem sprawdzić czy jesteś wystarczają co silna aby bronić państwa.
-Udowodnij.
Pokazał mi wytatuowaną królewską pieczęć na ręce.
-Więc to prawda..
-Tak , pokazałaś , że jesteś wstanie odrodzić je więc pozwoliłem Ci przejść tak naprawdę to zaklęcie nie było kluczowe.
Tylko twoja siła woli.A teraz chodź zaraz jest spotkanie rady musisz na nim być.
Chwycił mnie za dłoń ..heh to w tedy czułam ciepło jego dłoni..
Zebranie dotyczyło rolnictwa. Rada chciała podnieść podatki lecz ja się im sprzeciwiłam.Leonardo poparł moją decyzję.
-Królowo , ale z bankrutujemy jak nie podniesiemy podatków!
-Jak podniesiemy podatki to ludzie zaczną głodować i umierać.Tego chcecie?!
-Nie , wasza wysokość.
-Mam plan , nie obawiajcie się.
-Jaki?
-Pokonamy ród Roturia i będziemy cesarstwem!
-To szaleństwo wasza wysokość!
-Mamy silne wojska i w dodatku liczne więc o co chodzi?
-Ale oni nas pokonają jak 123 lata temu!
-Nie pokonają , zostawmy stare dzieje w tyle uczynię nasze państwo najlepszym.
W końcu mi ulegli. Zaplanowaliśmy atak, który miał odbyć się za trzy dni.
Armin i Edward szykowali wojsko. Ja stanęłam na czele, nie obawiałam się bo wiedziałam, że zwyciężymy..I tak nie mam nic do stracenia , tu przynajmniej wiem co to życie i nie chcę umrzeć.Tu jest mój świat o jakim zawsze marzyłam nie dam się tak łatwo pokonać.Razem z Leo (bo tak go nazywałam) wyruszyliśmy na zwiady .Ich forteca nie była specjalnie chroniona , łatwo było tam wtargnąć.Chociaż cała się trzęsłam , jeśli przegramy wielu ludzi zginie...
-Nie bój się..-Powiedział mocno mnie przytulając.-Będzie dobrze wygramy , wasza wysokość.
-Dziękuję..-Lekko zawstydzona wypowiedziałam to słowo.
On patrzył na mnie zdziwiony po czym na jego twarzy pojawił się ciepły uśmiech i lekki rumieniec.
Jest taki miły..heh..moje serce jest zawsze przy nim zakłopotane..ale wiem, że on nie odwzajemnia tego uczucia w końcu jest moim opiekunem..pracuje dla mnie.
Dzień 1.
Rozbiliśmy nasze obozowisko niedaleko rzeki tak aby byliśmy nie zauważeni.
Za dwa dni miała rozegrać się decydująca walka. Czułam się spokojna bo wiedziałam, że on przy mnie jest a nasze wojsko jest silne.
Dzień 2.
Zbliżaliśmy się coraz bliżej wioski wroga.Żołnierze byli w pełnej gotowości.Byłam pod ekscytowana, atmosfera była żądna krwi.Cholera! Wrogie wojska. Musieliśmy zaatakować wcześniej niż zaplanowaliśmy . Pokonaliśmy wartowników więc udaliśmy się do głównej wieży gdzie był król.
To nie był człowiek..! to jakiś demon ...?! gdy już chciał ugodzić mnie ostrzem swoją piersią zasłonił mnie Leonardo! Ja szybko go chwyciłam i odciągnęłam na bok powiedział coś co mnie wzruszyło ..
-Kocham Cię..
po czym stracił przytomność .Armin się nim zajął a ja z gniewem i nienawiścią zaatakowałam jego napastnika.Odcięłam mu głowę ze wściekłości w tedy Armin zawołał , że z Leo źle.
Zaczęłam nad nim gorąco płakać a moje łzy spadały na jego policzek .
W tedy wiązki promieni uniosły go w górę .Wyleczyła go..moja miłość go niego ..
-Alicjo..czemu płaczesz?
-To przez Ciebie głupku!
-Hehe..przepraszam, ale moje ciało samo się poruszyło ponieważ..Alicjo kocham Cię..
-Ja Ciebie też..
Był zdziwiony i...pocałował mnie!
Potem ogłosili moje królestwo Cesarstwem a mnie samą cesarzową. Moim cesarzem został Leo.
I tak skończyła się historia dziewczyny która w życiu nie miała łatwo, ale nie poddała się..
*Ciekawostka :
Ta historia została napisana na podstawie dźwięków z piosenki:)
Pozdrawiam,
Yuki.
wtorek, 2 czerwca 2015
Po drugiej stronie śmierci.
Biegłam.Tyle pamiętam z tamtego dnia.Mrok otaczał mą dusze.
Pragnęłam tylko jednego.Spaść w dół.Nie bałam się śmierci.
Można powiedzieć , że na nią czekałam. Lecz stało się coś zupełnie innego.
Usłyszałam ciepły, delikatny głos który otulił moją zranioną duszę.
"Nie możesz teraz umrzeć.Pokaże Ci moje dziecko co to raj."
gdy się Obudziłam byłam w nieznanym mi miejscu.Jakby na płatku jakiegoś kwiatu.
Rozejrzałam się w około zobaczyłam tajemniczą krainę... Nagle ktoś powiedział.
-Witaj w Paradise!
-Paradise?
-Tak, Paradise!
-Co to za miejsce?-Odwróciłam się do tej osoby pytając.
-To miejsce gdzie ludzie którzy wycierpieli dużo złego i zginęli trafiają.
-Jestem martwa?
-Tak, zabiłaś się. Ale tu nie koniecznie jesteś martwa.
-Jak to?
-Hm...masz tu drugie życie.
-Pokaż się chociaż proszę.
-No dobrze.
Moim oczom pokazała się dziewczyna. Malutka, miała..skrzydła? i czułki...
coś tu nie gra...
-Kim jesteś?
-Motylem możesz mi mówić Lisa.
-Miło mi Cię poznać..
-Czekaj..Jesteś z rodu Wolwganów..
-Kogo?
-To jak dotąd myślałam wymarły ród..myliłam się..no dobrze zmykaj już przejść się po okolicy.
Wypchnęła mnie.Wybrałam się na spacer do lasu.Gdy nagle usłyszałam szelest i ktoś ruszył w moim kierunku.
Automatycznie wyjęłam dwa miecze i odparłam atak był to chłopak z kocimi uszami ..Heh..jesteś śliczny..
Yyy muszę się otrząsnąć bo zginę!
-No no nieźle walczysz , ale jesteś za słaba by mnie pokonać.
Przystawił mi nóż do gardła.
-Jako , że przegrałaś masz wybór kary.
-Słucham?
-to co słyszałaś a więc opcja pierwsza: zabiję Cię.
Opcja druga :W trące do jaskini cierpienia.
Opcja trzecia: będziesz moją słuszką.
w myślach:
-Ani jedna z tych opcji nie jest za ciekawa ale wolę przeżyć.
Popatrzyłam na niego lekko skrzywiona:
-Wybieram opcje trzecią.
-Tak też myślałem, ale nie rób takich krzywych min bo Ci tak zastanie.-Zaśmiał się i odwrócił.-Czas ruszać znaleźć nocleg.
Błąkaliśmy się długo rzecz jasna w ciszy bo z tym lalusiem nie było dyskusji.Gdy nagle:
-Jestem Leo Wolwgan.
-Miło mi Cię poznać..ja jestem..Lea Wolw-zerwałam się-Czekaj jesteśmy z tego samego rodu?!
-Teraz się zorientowałaś? to ty nie wiesz jeszcze jak wyglądasz?
-Nie...
Chwycił mój nadgarstek i zaciągnął na wodospad..
W odbiciu wody zobaczyłam ..Kocie uszy?! ..niebieskie włosy...co jest grane...
-Nie bój się..przyzwyczaisz się..-szepnął ciepło mi do ucha.
Nie pamiętam co było dalej..Obudziłam się w ciepłym łóżku.
-Obudziłaś się?
-Tak..co się stało?
-Kłusownicy..dostałaś zatrutą strzałką ciesz się , że chcieli tylko nas uspać!
-Co się tam wydarzył po tym jak zasnęłam?
-Dostali nauczkę.
-To znaczy?
-...
-Nie chcesz to nie mów.
Dziś mieliśmy w planach misję , ale nie łatwą.
Transport i ochrona córki króla tej krainy.Pojechaliśmy po nią.
Była nimfą.. piękna..a za razem bardzo kapryśna. Pomiatała mną, byłam na jej posyłki.
Gdy nagle po drodze zaatakowały nas troll.
-Poddajcie się póki jeszcze żyjecie!-powiedział ich przywódca.
-Nigdy! bez walki się nie obejdzie.-powiedział Leo.
Był bardzo szybki.Ostrze przeszyło klatkę piersiową " króla" trollów.
Zaraz za nim ja ruszyłam.Jeden troll go chwycił.W tedy coś dziwnego się stało.
Jakaś moc uniosła mnie w powietrze...światło promieniało z każdej części mojego ciała.
Moje ostrza...one się zmieniły! Gdy tylko postawiłam stopy z powrotem na ziemi , byłam jak błyskawica. Zniszczyłam całą drużynę. Po prostu wow! jaka to była moc ocaliłam Leo..był w kiepskim stanie więc zostawiłam go w szpitalu i sama zawiozłam księżniczkę do ojca , ale w jaki sposób?! Na smoku!Szybko jednak wróciłam do mojego "pana".Był w złym stanie.Miał wysoką gorączkę..On został otruty! znalazłam strzałkę ..Bardzo trudno na nią znaleźć antidotum. Musiało by to być żółtko ze smoczego jaja..ale Smocza Góra mnie przeraża. Muszę zdobyć to jajo..to jego drugie życie jestem gotowa umrzeć aby on żył.Szybko wsiadłam na konia, w jakieś 30 min byłam ku podnóża Smoczej Góry. Tam zostawiłam konia.Wspinałam się po wysokich klifach. Było tam pełno niebezpieczeństw. Skały były kruche, pełno było smoków, na niektórych bokach skał rosły trujące kolczate rośliny..W miarę możliwości jak najszybciej dotarłam do gniazda było jedno jajo. Szybko schowałam je do torby i na linie spuściłam się w dół .W połowie góry...lina pękła ..Upadłam chyba miałam w tedy złamaną rękę ale nie przejmowałam się tym po prostu chciałam jak najszybciej go uratować . Dotarłam na czas podałam mu jajo i po paru godzinach trucizna ustąpiła .
-Lea? Wszystko dobrze?
-Chyba tak byłam na Smoczej Górze..
-Oszalałaś?!
-?
-Nikt stamtąd nie wraca żywy!
-Trudno..zmarnowałam-Nie dokończyłam zdania bo nagle zemdlałam.
Obudziłam się w jego ramionach .Słyszałam jak Ci cicho mówił, że mnie kocha i muszę dla niego żyć.
-Ja też Cię kocham..-Powiedziałam resztkami sił-zrobiłam to dla Ciebie.
-Nie musiałaś! już raz zginąłem przez własną głupotę..
-Jak?
-Jechałem na motorze bardzo szybko na zakręcie podczas deszczu..
-Przykro mi..
-To nic.A ty jak zginęłaś ?
-Ja..skoczyłam z 10 piętra.
-Czemu??
-Nie chciałam żyć..
Leo ciągle nad mną czuwał.Znowu usłyszałam ten ciepły głos.
Powiedział mi on w tedy."Znowu zmarłaś..ale w słusznym celu..byłaś taka odważna , że prze zwyciężyłaś własny strach..zostań tu i żyj wiecznie w Paradise "
Powróciłam do mojego ukochanego..i tak będę żyć z nim wiecznie w Paradise.
Krótka opowiastka dedykowana mojej przyjaciółce, Wikingu mam nadzieję , że się podoba.
Pozdrawiam Yuki.
Pragnęłam tylko jednego.Spaść w dół.Nie bałam się śmierci.
Można powiedzieć , że na nią czekałam. Lecz stało się coś zupełnie innego.
Usłyszałam ciepły, delikatny głos który otulił moją zranioną duszę.
"Nie możesz teraz umrzeć.Pokaże Ci moje dziecko co to raj."
gdy się Obudziłam byłam w nieznanym mi miejscu.Jakby na płatku jakiegoś kwiatu.
Rozejrzałam się w około zobaczyłam tajemniczą krainę... Nagle ktoś powiedział.
-Witaj w Paradise!
-Paradise?
-Tak, Paradise!
-Co to za miejsce?-Odwróciłam się do tej osoby pytając.
-To miejsce gdzie ludzie którzy wycierpieli dużo złego i zginęli trafiają.
-Jestem martwa?
-Tak, zabiłaś się. Ale tu nie koniecznie jesteś martwa.
-Jak to?
-Hm...masz tu drugie życie.
-Pokaż się chociaż proszę.
-No dobrze.
Moim oczom pokazała się dziewczyna. Malutka, miała..skrzydła? i czułki...
coś tu nie gra...
-Kim jesteś?
-Motylem możesz mi mówić Lisa.
-Miło mi Cię poznać..
-Czekaj..Jesteś z rodu Wolwganów..
-Kogo?
-To jak dotąd myślałam wymarły ród..myliłam się..no dobrze zmykaj już przejść się po okolicy.
Wypchnęła mnie.Wybrałam się na spacer do lasu.Gdy nagle usłyszałam szelest i ktoś ruszył w moim kierunku.
Automatycznie wyjęłam dwa miecze i odparłam atak był to chłopak z kocimi uszami ..Heh..jesteś śliczny..
Yyy muszę się otrząsnąć bo zginę!
-No no nieźle walczysz , ale jesteś za słaba by mnie pokonać.
Przystawił mi nóż do gardła.
-Jako , że przegrałaś masz wybór kary.
-Słucham?
-to co słyszałaś a więc opcja pierwsza: zabiję Cię.
Opcja druga :W trące do jaskini cierpienia.
Opcja trzecia: będziesz moją słuszką.
w myślach:
-Ani jedna z tych opcji nie jest za ciekawa ale wolę przeżyć.
Popatrzyłam na niego lekko skrzywiona:
-Wybieram opcje trzecią.
-Tak też myślałem, ale nie rób takich krzywych min bo Ci tak zastanie.-Zaśmiał się i odwrócił.-Czas ruszać znaleźć nocleg.
Błąkaliśmy się długo rzecz jasna w ciszy bo z tym lalusiem nie było dyskusji.Gdy nagle:
-Jestem Leo Wolwgan.
-Miło mi Cię poznać..ja jestem..Lea Wolw-zerwałam się-Czekaj jesteśmy z tego samego rodu?!
-Teraz się zorientowałaś? to ty nie wiesz jeszcze jak wyglądasz?
-Nie...
Chwycił mój nadgarstek i zaciągnął na wodospad..
W odbiciu wody zobaczyłam ..Kocie uszy?! ..niebieskie włosy...co jest grane...
-Nie bój się..przyzwyczaisz się..-szepnął ciepło mi do ucha.
Nie pamiętam co było dalej..Obudziłam się w ciepłym łóżku.
-Obudziłaś się?
-Tak..co się stało?
-Kłusownicy..dostałaś zatrutą strzałką ciesz się , że chcieli tylko nas uspać!
-Co się tam wydarzył po tym jak zasnęłam?
-Dostali nauczkę.
-To znaczy?
-...
-Nie chcesz to nie mów.
Dziś mieliśmy w planach misję , ale nie łatwą.
Transport i ochrona córki króla tej krainy.Pojechaliśmy po nią.
Była nimfą.. piękna..a za razem bardzo kapryśna. Pomiatała mną, byłam na jej posyłki.
Gdy nagle po drodze zaatakowały nas troll.
-Poddajcie się póki jeszcze żyjecie!-powiedział ich przywódca.
-Nigdy! bez walki się nie obejdzie.-powiedział Leo.
Był bardzo szybki.Ostrze przeszyło klatkę piersiową " króla" trollów.
Zaraz za nim ja ruszyłam.Jeden troll go chwycił.W tedy coś dziwnego się stało.
Jakaś moc uniosła mnie w powietrze...światło promieniało z każdej części mojego ciała.
Moje ostrza...one się zmieniły! Gdy tylko postawiłam stopy z powrotem na ziemi , byłam jak błyskawica. Zniszczyłam całą drużynę. Po prostu wow! jaka to była moc ocaliłam Leo..był w kiepskim stanie więc zostawiłam go w szpitalu i sama zawiozłam księżniczkę do ojca , ale w jaki sposób?! Na smoku!Szybko jednak wróciłam do mojego "pana".Był w złym stanie.Miał wysoką gorączkę..On został otruty! znalazłam strzałkę ..Bardzo trudno na nią znaleźć antidotum. Musiało by to być żółtko ze smoczego jaja..ale Smocza Góra mnie przeraża. Muszę zdobyć to jajo..to jego drugie życie jestem gotowa umrzeć aby on żył.Szybko wsiadłam na konia, w jakieś 30 min byłam ku podnóża Smoczej Góry. Tam zostawiłam konia.Wspinałam się po wysokich klifach. Było tam pełno niebezpieczeństw. Skały były kruche, pełno było smoków, na niektórych bokach skał rosły trujące kolczate rośliny..W miarę możliwości jak najszybciej dotarłam do gniazda było jedno jajo. Szybko schowałam je do torby i na linie spuściłam się w dół .W połowie góry...lina pękła ..Upadłam chyba miałam w tedy złamaną rękę ale nie przejmowałam się tym po prostu chciałam jak najszybciej go uratować . Dotarłam na czas podałam mu jajo i po paru godzinach trucizna ustąpiła .
-Lea? Wszystko dobrze?
-Chyba tak byłam na Smoczej Górze..
-Oszalałaś?!
-?
-Nikt stamtąd nie wraca żywy!
-Trudno..zmarnowałam-Nie dokończyłam zdania bo nagle zemdlałam.
Obudziłam się w jego ramionach .Słyszałam jak Ci cicho mówił, że mnie kocha i muszę dla niego żyć.
-Ja też Cię kocham..-Powiedziałam resztkami sił-zrobiłam to dla Ciebie.
-Nie musiałaś! już raz zginąłem przez własną głupotę..
-Jak?
-Jechałem na motorze bardzo szybko na zakręcie podczas deszczu..
-Przykro mi..
-To nic.A ty jak zginęłaś ?
-Ja..skoczyłam z 10 piętra.
-Czemu??
-Nie chciałam żyć..
Leo ciągle nad mną czuwał.Znowu usłyszałam ten ciepły głos.
Powiedział mi on w tedy."Znowu zmarłaś..ale w słusznym celu..byłaś taka odważna , że prze zwyciężyłaś własny strach..zostań tu i żyj wiecznie w Paradise "
Powróciłam do mojego ukochanego..i tak będę żyć z nim wiecznie w Paradise.
Krótka opowiastka dedykowana mojej przyjaciółce, Wikingu mam nadzieję , że się podoba.
Pozdrawiam Yuki.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)








