11.Planowana rozłąka.
Przychodził codziennie.Widziałam , że go to wykańcza.
Było mi z tym źle , musiał dźwigać taki ciężar.
-Maks..nie przychodź do mnie więcej..Nie chcę żebyś przychodził.
-Czemu?!Nie zostawię Cię samej!
-Wyjdź!
-...
Ze zdziwieniem na twarzy wyszedł.Od kilku dni nie przychodził byłam tym załamana ,
ale wiedziałam , że tak trzeba.Zadzwoniła do mnie jego matka..
-H-halo?
-Cześć Kasiu, jak się czuj-czujesz?
-Lepiej..badają mnie.Podobno to niewielki nowotwór i w dodatku łagodny.
-To dobrze a co do Maksa..
-Mogę pani to wytłumaczyć?
-Proszę.
-Widziałam , że źle to wszystko znosi.Dźwigał mój krzyż i wykańczało go to.
Dla jego dobra kazałam mu nie przychodzić..Za niedługo mam operacje..wrócę do zdrowia..-
-MAMO! daj mi ją ! nie bo ja.. -Halo Kasia?!
Zrozum to , że Cię kocham i..i tak będę przychodził! przepraszam..
Rozłączył się.I tak następnego dnia pojawił się w szpitalu.Ucieszyłam się , ale..mój stan się pogorszył..Potrzebowałam natychmiastowej operacji.Niestety w szpitalu wszyscy lekarze byli zajęci.
Ja coraz gorzej się czułam.Maks widział to wszystko był przerażony..wyszedł?
Ciekawe gdzie..?Po jakiś 15 minutach zjawił się mój lekarz.
Zrobili mi operacje..bolało..bardzo bolało..ale najbardziej bolał strach Maksa.
-Maks?
-Tak?
-Gdzie byłeś..w tedy przed operacją?
-Wyszedłem do kapliczki się pomodlić ..jak widać pomogło.
A tak w ogóle kiedy Cię wypiszą?
-Za dwa tygodnie..czyli zostanie nam tydzień wakacji.
Wszystko było dobrze od dnia operacji.
Ja coraz szybciej zdrowiałam.On nie opuszczał mnie na krok.
Tak minęły dwa tygodnie.Maks stwierdził , że pomieszkam u niego, jego mama wróciła już z delegacji a moi rodzice mieszkali i pracowali w Szczecinie a ja w Lublinie.
Jego mama przyjęła mnie z otwartymi ramionami.Bardzo się cieszę , że będę należeć do takiej ciepłej i kochającej rodziny.Boże dziękuję Ci , że mogę dalej żyć u jego boku.
Przez tydzień chodziliśmy w różne miejsca: na plażę, do kina, na spacer , do lasu.
Rozpoczęła się szkoła 1 liceum.Chodziliśmy do innych klas.
Już na pierwszej przerwie do mojej klasy przyszedł Maks.Wszyscy byli zszokowani jak mnie przytulił.Był obiektem zainteresowań wielu dziewczyn zwłaszcza jednej , która mnie nie lubiła.No cóż większość dziewczyn nie lubiła mnie ze względu na Maksa, ale ona szczególnie .
Miała na imię Sandra .Zaczęła się w okół niego kręcić .
-Może pójdziemy dziś-przerwała mu.
-Cześć Maks!
-Hej..a więc może pój-znowu mu przerwała.
-Mógłbyś mi pomóc?
-Sorki teraz rozmawiam ze swoją dziewczyną i nie chcę żeby nam ktoś przerywał.
Wyciągnął mnie za rękę na korytarz.Odetchnął z ulgą.
-Jeju..jaka ona irytująca.
-No..trochę.
-A więc..pójdziemy dziś do kina?
-Pewnie tylko kończę godzinę później.
-Poczekam.
-Dobrze.
Zadzwonił dzwonek.Maks na pożegnanie pocałował mnie w czoło.Lekcje mijały powoli.
Schodziłam ze schodów gdy nagle płaszcz lodowatej wody spłynął po mnie.Odwróciłam się .
Zobaczyłam ją..to była ona!
Pozdrawiam,
Yuki.